środa, 17 grudnia 2014

I po co to wszystko?

Ci, którzy nas znają, wiedzą, że absolutnie przestrzeganą i pilnowaną zasadą Holendrocka jest szczerość i otwartość - wszystkie zasady są jasne i klarowne, a przede wszystkim - egzekwowane.

Dlatego nie mamy przeciwwskazań, żeby podzielić się z Wami tym, jak wyglądają kulisy poszczególnych koncertów. Odpowiedzieć na ironiczne teksty typu "kto to widział biletowane przeglądy" czy "kto robi koncerty w środku tygodnia"?

Odpowiadajmy zatem.

Jak zapewne wiecie, Holendrock nie ma sponsora głównego. Karafan.pl dostarcza nagłośnienie i obsługę, BassWorld nagrodę II stopnia, czyli zestawy strun dla zespołu, który zajmie drugie miejsce w finale... a skąd brać środki na to, żeby koncerty w ogóle mogły się odbyć?
Przeanalizujmy składowe kosztów organizacji koncertów:
- wynajem sprzętu (przodów, odsłuchów, mikrofonów, konsoli)
- wynagrodzenie akustyka
- wynagrodzenie obsługi - bramka, konferansjer (nie, nie da się tego skomasować w jedną osobę, próbowaliśmy)
- wynajem sprzętu (perkusja)
- promocja koncertu - materiały drukowane, posty sponsorowane na Facebooku
- pula na nagrodę główną

Skąd na to brać?
Przypuśćmy, że na jednym koncercie pojawia się 50 osób z biletami po 7 zł. Daje to pulę 350 zł.
Z tego, zgodnie z regulaminem, odprowadzane jest 25% do puli nagrody głównej. Czyli 87,50. Zostaje 262,50 zł.
To nie są kwoty z dupy - faktycznie okolice 350 zł to najczęstszy widok po zebraniu całej bramki - owszem, bywało dużo więcej, ale bywało też dużo mniej (smutny rekord - 80 zł z bramki).

Kto z Was uważa, patrząc na powyższą listę, że to dużo? Te 262 zł z małym ogonkiem?

Mała podpowiedź - stawki wynagrodzenia akustyka klubowego, zaczynają się w Warszawie od 200 zł/koncert. I to nie mówimy wtedy raczej o asach polskiej sceny rozrywkowej.

Do tego mamy wpisowe - po 50 zł od każdego zespołu, ale jednorazowe - zespoły awansujące do kolejnych etapów już wpisowego nie ponawiają.  Zespołów zgłosiło się i opłaciło wpisowe, w przybliżeniu 30. Dało to łączną kwotę 1500 zł. Na CAŁY przegląd. Sam druk biletów pochłonął z tego 600 zł, reszta idzie na wynajem sprzętu i promocję.

Ja wiem, pojawia się tu magiczne słowo "sponsorzy". Jak pisałem we wstępie - nie mamy ich. Czy będziemy mieć? Mam nadzieję, że tak - jednak mamy właśnie pierwszą edycję Przeglądu, i wszyscy potencjalni sponsorzy atakowani przed nią, byli jednogłośni - nie włożą kasy w nowy projekt, który nie wiadomo jak wyjdzie. Teraz już wiemy - wychodzi dobrze. Możemy pochwalić się frekwencją, czyli tym, co dla sponsorów najważniejsze - bo przecież sponsorują w zamian za swoją nazwę/logo na materiałach promocyjnych, a to jest czysty biznes i tzw CPV - cost per view. Im Was - fanów - więcej na koncertach, tym chętniej jakikolwiek sponsor włoży w to przedsięwzięcie żywą gotówkę.

Do tej pory, ostrożnie licząc, nasze koncerty odwiedziło 600-700 raczej nie powtarzających się osób (a przed nami jeszcze, podejrzewam, drugie tyle w tej edycji). Czy to dużo? Nie wiem. Raczej średnio. Ale na pewno jest to liczba, którą sponsor może przyjąć za dobrą monetę - bo tyle osób zobaczy jego logo na biletach, plakatach, Facebooku, usłyszy ją ze sceny 2-3 razy w czasie każdego wieczora. To są naprawdę wymierne liczby, przekładające się wprost na świadomość marki sponsora, a w dalszej konsekwencji - na sprzedaż.

Rozumiecie zależność? Im więcej zaprosicie osób, im więcej ludzi przyjdzie, tym lepiej będzie dla wszystkich - dla zespołów, bo przyjemniej się gra dla pełnej sali niż dla pustej, bo nagród będzie więcej i cenniejszych. Dla fanów, bo będą mogli się bawić w lepszej atmosferze i będą czuć realny wkład w rozwój swoich ulubionych kapel. Dla nas - bo jakkolwiek kochamy muzykę, to też nie możemy być na tym stratni.

Że co? Że jakby było w weekendy, to więcej ludzi by przychodziło? Na pewno, macie rację... ale to dobry moment, żeby powiedzieć coś o drugim wątku wymienionym we wstępie. Dlaczego w tygodniu?

Powody są prozaiczne, i - stety lub niestety, ale brutalnie biznesowe.
W weekendy, lokale koncertowe i tak przeżywają oblężenie. Przegląd "w tygodniu" uruchamia po prostu martwe dni - nie ma w tym żadnej tajemnicy. Dzięki temu lokal ma przychód - po prostu ze sprzedaży na barze. Jeśli ma przychód, pozwala robić tam przegląd, bo mu się to opłaca. Jeśli mu się przestanie opłacać, przestanie pozwalać.
W tym mieście, mimo, że największym w Polsce, i tak jest za mało dobrych miejsc koncertowych. A niejedna knajpa już splajtowała właśnie dlatego - bo usiłowali w weekendy zarobić na przetrwanie całego tygodnia. Tak się zwyczajnie nie da.  Brutalne prawa rynku.

Mam nadzieję, że ten szczery wywód rozjaśnił Wam, dlaczego to wszystko wygląda tak jak wygląda. Gdzie i jak szukamy możliwości ulepszenia. Co chcemy Wam dać - ale i co wziąć dla siebie.

I nie obrażajmy się na fakty i realia, bo wcale od tego faktami i realiami być nie przestaną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz